Wbiegła po
schodach jak pantera - zwinnie i szybko, praktycznie bez żadnego szelestu.
Gdybym nie mieszkał w tym domu uznałbym, że to jakiś przestraszony kot. Tylko,
że nie wszystkie koty potrafią otwierać drzwi, a co dopiero myśleć, jak po
cichu je zamknąć. Chociaż co do określenia „przestraszony” to trochę się
zgodzę. Było wręcz oczywiste, że stało się coś złego. Znowu. Odkąd Weronika
poszła do szkoły problemy pojawiły się niesamowicie szybko i z każdym dniem
rosły. „Czemu? Czy była agresywna? A może po prostu ćpała?” - zapytałby
ktokolwiek z otoczenia, kto ani trochę jej nie zna. Nic z tych rzeczy. Po
prostu jest inna. Inna od innych. Taka jak ja.
Minimalnie
ściszony dźwięk zamykanych drzwi mógł być tylko usłyszany przez wytrawnego słuchacza.
Zawsze tak robiła. Nawet, jak coś się stało, to nie dawała o tym znać. Nie
chciała zawracać nikomu głowy nawet, jeśli wiedziała, że sobie z tym nie
poradzi.
„Przecież
każdy ma problemy, a ja nie chcę się do tego dokładać” - powtarzała.
Dosłownie kilka
sekund po wparowaniu do pokoju usłyszałem ciche dźwięki gitary, a potem wtór
głosu. To taki jej sposób na odreagowanie. Przy małym problemie granie
poprawiało jej humor. Odwrotnie było przy poważnych problemach. Zastanawiałem
się co zagra tym razem, a gdy zaczęła zorientowałem się, że był to utwór pt.
„People help the people” jednej z jej ulubionych wokalistek - Birdy.
God knows what
is hiding in those weak and drunken hearts
Guess he kissed
the girls and made them cry
Those hardfaced
queens of misadventure
God knows what
is hiding in those weak and sunken eyes
Fiery throng of
muted Angels
Giving love but
getting nothing back, oh
People help the
people
And if you're
homesick, give me your hand and I'll hold it
People help the
people
And nothing will
drag you down
Oh, and if I had
a brain,
Oh, and if I had
a brain.
I'd be cold as a
stone and rich as the fool
That turned all
those good hearts away
God knows what
is hiding in this world of little consequence
Behind the
tears, inside the lies
A thousand
slowly dying sunsets
God knows what
is hiding in those weak and drunken hearts
Guess the
loneliness came knocking
No one needs to
be alone, oh, save me
People help the
people
And if you're
homesick, give me your hand and I'll hold it
People help the
people
Nothing will
drag you down
Oh, and if I had
a brain,
Oh, and if I had
a brain
I'd be cold as a
stone and rich as the fool
That turned, all
those good hearts away.
People help the
people
And if you're
homesick, give me your hand and I'll hold it
People help the
people
Nothing will
drag you down
Oh, and if I had
a brain,
Oh, and if I had
a brain
I'd be cold as a
stone and rich as the fool
That turned all
those good hearts away
Gdy skończyła
ostatni refren zamilkła i nastała głęboka cisza. Nikogo by to nie zdziwiło -
przecież zaśpiewała całą piosenkę. Jednak ja wiedziałem, że to nie oznacza nic
dobrego. Hope kocha śpiewać i często dopisuje własne zwrotki. Byłem pewny, że
tutaj miała ich kilka, a przecież nie zaśpiewała żadnej z nich.
'Jest źle...'
- pomyślałem. Wiedziałem, że muszę zainterweniować.
Jak
najostrożniej potrafię zbliżyłem się do jej pokoju. Wytężając słuch przywarłem
do drzwi, żeby wyczuć sytuację, jednak daremnie. Nie było słychać zupełnie nic,
oprócz mojego oddechu. Zniecierpliwiony podjąłem decyzję.
„Puk, puk,
można?” - wparowałem bez pukania - w końcu zawsze tak robię. Zastałem ją
stojącą przy oknie. Wpatrywała się w pustkę, a raczej w ciemność i śnieg
delikatnie spadający w dół. Kiedy tylko wszedłem oderwała się od ciężkich
rozmyślań. Zanim się odwróciła przetarła oczy rękawem bluzy.
„Ah, to
Ty...” - powiedziała patrząc mi w twarz. Jej oczy były czerwone od niedawno płynących
łez, ale smutkowi zaprzeczał szeroki uśmiech. Nieszczery oczywiście - maska nad
maskami. Nie chciała mnie martwić.
„Siadaj” -
powiedziała usadzając mnie na łóżku.
„A teraz mów
- co się stało?” - powiedziała zajmując miejsce tuż obok mnie. Popatrzyłem na
nią zdziwiony.
„No przecież
po coś do mnie przyszedłeś?” - już zrozumiałem. Nawet teraz myślała, że mam
problem i przychodzę do niej po radę.
„Potrzebujesz
pomocy?” - pytała chcąc przerwać moje milczenie.
„Nie, to Ty
jej potrzebujesz” - jej pytający wzrok był stanowczy, ale zdradzał, że wie, o
co mi chodzi.
„Jak to?”
„Przestań,
już nie musisz udawać. Wiem, że coś się stało” - popatrzyła na mnie błagalnie,
jak zbity pies. Nie dawała za wygraną. Widocznie to naprawdę poważna sprawa.
„Masz
czerwone oczy - dosłownie chwilę temu płakałaś - i to bardzo. Przybiegłaś do
pokoju jak poparzona, choć drzwi odruchowo zamknęłaś cichutko, żeby nikt nie
usłyszał. Jesteś zła lub przerażona, ale nie chcesz trzaskać drzwiami, bo zaraz
by ktoś do Ciebie zajrzał. Zagrałaś tylko dwie zwrotki bardzo smutnej piosenki.
Dotyczyła ludzi, pomocy, poświęcenia, czyli...” - wtedy wszystko zrozumiałem.
„Jeśli te
Twoje cholerne niby-przyjaciółki się od Ciebie nie odczepią, to będą miały ze
mną do czynienia! A żeby ich! Co za świat!?” - byłem wręcz zbulwersowany.
Pewnie znów powiedziały jej coś niemiłego lub zachowywały się nadzwyczaj
chamsko.
„Nie przejmuj
się nimi, to idiotki! Głupsze od Ciebie, dlatego nie pojmują jak się dla nich
poświęcasz...” - na chwilę nastała cisza.
„Sherlock...
Czy ja jestem dziwna?” - zamurowało mnie.
„Nie,
oczywiście, że nie. Jesteś po prostu inna. Zresztą - już to przerabialiśmy...” -
odwróciła wzrok z stronę okna.
„W takim
razie gdzie popełniam błąd?” - spytała, a głos już się jej załamywał. Nie
wytrzymała. Choć nie widziałem jej twarzy, to wiedziałem, że łzy spływały jej
po policzkach. To uczucie... cierpienie... smutek... żal... Znam to aż za
bardzo... Ona tak niesamowicie przypominała mnie sprzed kilku lat.
Przechodziłem to samo piekło. Ale dzięki Mycroftowi postanowiłem stać się
obojętny i trzymać ludzi na dystans. Teraz wszyscy myślą, że jestem zimnym
człowiekiem bez uczuć. A ja tylko nie chciałem, żeby ktoś jeszcze kiedykolwiek
mnie zranił...
Jedyną osobą,
której do tej pory je okazuję, jest Weronika. W końcu to moja siostra. Ona
jedyna rozumie mnie tak naprawdę. To jedyna osoba, której mówię o moich
problemach i przed którą się otwieram. Zawsze mi pomaga. Zrobiłaby dla mnie
wszystko. Ona też wie o naszej metodzie, ale uznała, że nie zamierza wyzbyć się
uczuć, bo nadal wierzy, że uda jej się „naprawić” ludzi.
Wiedziałem,
że muszę ją jakoś pocieszyć. Dawno tego nie robiłem - wyszedłem z wprawy - ale
nie było innego wyjścia. Serce mnie bolało, gdy patrzyłem, jak cierpi. Objąłem
ją ramieniem i mocno przytuliłem. Wypadałoby jeszcze coś powiedzieć. Jednak ja
nie potrafiłem wydobyć żadnego dźwięku. Nie chciałem palnąć żadnej głupoty, a w
miłych przemowach naprawdę nie jestem mistrzem.
Ale ona mnie
rozumiała. Czułem, że wie, że z całego serca staram się jej pomóc. Ale to, do
jakiego stanu doprowadzili ją ci ludzie powodowały, że wrzała we mnie złość. Na
samą myśl o tym, co będzie za rok, kiedy zacznę studia i się wyprowadzę, miałem
ciarki. Oni ją zniszczą psychicznie... Tak jak kiedyś chcieli zniszczyć mnie.
Niby to tylko dzieci, tylko ludzie, ale nie wiedzą, jaką krzywdę wyrządzają
innym.
Przez naszą
ponadprzeciętną inteligencję ludzie czują się głupi i dlatego nas unikają - to
rozumiem - chociaż fakt faktem Hope naprawdę umie powstrzymać się od komentarzy
i większość spostrzeżeń zatrzymuje dla siebie. Ale niech mi ktoś wytłumaczy
czemu ludzie chcą wykluczyć ze społeczeństwa osobę, która nie pije alkoholu,
nie pali, nie zażywa narkotyków, nie przeklina i chce naprawiać świat?! Co im
do cholery przeszkadza?
Kiedy
Weronika raz poszła na imprezę u koleżanki i powiedziała, że jest abstynentką
to wierzcie mi - za ciekawie nie było. Po kilkudziesięciu minutach solenizantka
uznała, że źle się czuje i powiedziała, że kończy imprezę. Weronika opuściła ją
jako pierwsza. Następnego dnia okazało się, że jak tylko wyszła, to wszyscy
bawili się dalej. Oczywiście dziewczyna kłamała, no i nie obyło się bez
obgadywania. To była pierwsza i ostatnia impreza, na którą Hope została
zaproszona.
Z paleniem
jeszcze nie jest tak źle - w końcu nie wszyscy palą, więc Hope także ujdzie w
tłumie niepalących - to samo z narkotykami. Ale przeklinanie? Przecież to jest
takie dorosłe! Wszyscy się dziwią, czemu nawet w trudnej sytuacji nie zdarza
jej się przekląć. Ostatnio, jak odbierałem ją ze spotkania z
"kumpelami" usłyszałem jeszcze ich rozmowę, gdzie jedna z nich
spytała: „Weronika, a Ty nadal jesteś na takim poziomie, że dupa to dla Ciebie
najgorsze przekleństwo?”, a w dalszej części inna stwierdziła: „Ja to Ci
współczuję, że nie możesz pić alkoholu... Rodzice Ci nie pozwalają?”. Śmiech.
Szyderczy śmiech. Gdy byliśmy już w samochodzie, Hope powiedziała:
„Ja ich nie
rozumiem...”
„Kogo? Tych
dziewczyn?”
„Ogólnie
ludzi. Nawet rodzice uważają, że coś ze mną nie tak, bo nie piję... To, że oni
nie potrafią się bawić bez alkoholu to nie znaczy, że ja też. Abstynencja to
tylko i wyłącznie mój wybór. Zresztą po co ludziom alkohol? Żeby na chwilę
zapomnieć o problemach? Przecież jak wstaną następnego dnia, to one tak sobie
nie znikną, a mogą być nawet gorsze... I zdrowie... Po co pić truciznę?” -
uśmiechnąłem się pod nosem. 'Taka młoda, a taka mądra. Żeby tak inni
rozumowali, to świat byłby piękniejszy!'
Zastanawiałem
się o co chodziło tym razem. Po jej reakcji mogłem się domyślać, że znów
straciła którąś „przyjaciółkę:... To zawsze się tak kończy... Najpierw Weronika
znajduje w tłumie osobę, która potrzebuje pomocy. Stara się jej pomóc - otwiera
ją na innych, napawa optymizmem, rozwiązują razem jej problemy. Ale po jakimś
czasie ta osoba czuje się na tyle samodzielna, że zaczyna kumplować się z
innymi ludźmi. Przez inność Hope osoba powoli zaczyna jej unikać i znajduje
sobie „normalnych” znajomych. Mają ją w dupie. Totalnie. A najgorsze w tym
wszystkim jest to, że nigdy, ale to nigdy nikt jej nie podziękował... Zawsze na
końcu zostaje sama. A samotność jest najgorsza. W małych dawkach pozwala się
skupić na myśleniu, zrelaksować, poświęcać czas na hobby, jednak co za dużo to
niezdrowo. Zresztą każdy to rozumie. Każdy kiedyś czuł się samotny. I każdy
uważa, że należy mu się choćby odrobina troskliwości i miłości. I tu mają
rację, ale czemu nie robią nic w tym kierunku? Zamykają się w swojej samotności
i mają w dupie wszystkich naokoło - nawet nie dopuszczają myśli, że druga osoba
czuje to samo. Tą samą pustkę w sercu. Zawsze podziwiam Weronikę za to, że
jeszcze nie zrezygnowała. Mogłaby zrobić to, co reszta. Ale wiem, że tak nie
postąpi. Na moje pytania zawsze odpowiadała: „Tak, masz rację... Samotność jest
bolesna... Dlatego właśnie nie mogę się poddać. Wiem, jak ona smakuje aż za
bardzo i nie chcę, żeby inni czuli się tak, jak ja. Gdy widzę, jak ktoś tak
cierpi, to boli mnie to bardziej, niż jak ja cierpię. Sherlock - nie patrz tak
na mnie. Ja naprawdę chcę naprawić ten zepsuty i zdegradowany system wartości -
świat jeszcze się podniesie, zobaczysz!”
„Sherlock...
Dziękuję Ci... Kocham Cię, wiesz?” - spojrzałem na nią ze zdziwieniem. Miałem
wrażenie, że dopiero co przestała płakać.
„No bo... Ty
zawsze jesteś przy mnie, wspierasz mnie i nigdy byś nie pozwolił, żeby ktoś mnie
skrzywdził. Jesteś kochany” - z jej oczu znów zaczęły płynąć łzy.
„No już.
Jeśli jestem taki wspaniały, to czemu płaczesz, hmm?” - powiedziałem
przecierając jej delikatne policzki, mokre od łez.
„Przepraszam,
już przestaję, to tylko tak...” - uśmiechnęła się szeroko, a jej oczy znów
błyszczały radością.
„I kochasz
mnie nawet, jeśli odstraszam chłopaków?”
„Hahahah,
chyba masz na myśli idiotów? Hahah, tak - nawet jestem Ci za to wdzięczna!” -
powiedziała ze śmiechem. Uwielbiam, jak się cieszy. Wtedy ja cieszę się
podwójnie.
„Masz ochotę
na rozrywkę?” - powiedziałem wstając.
„Znowu kogoś
zabito?” - spojrzała na mnie pytająco. Zawsze wiedziała co mam na myśli.
Pokiwałem głową.
„W takim
razie w drogę! Na co jeszcze czekamy!” - powiedziała zrywając się z łóżka i ciągnąc
mnie w stronę drzwi. Tak, to cała Weronika - za to ją kocham.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz