John był tak zmęczony, że oparł się o ścianę tuż
przy drzwiach prowadzących do sali operacyjnej. Był głodny, a nieopatrzona rana
nadal bolała. Pikanie maszyn stało się dla niego kołysanką - wiedział, że puki
je słyszy, to ona nadal żyje. Z tą myślą zatopił się we wspomnieniach.
______________________________________
Obudził mnie hałas dobiegający z salonu. Spojrzałem
na zegarek - była 6:00.
~Co do
cholery...?~ - pomyślałem i aż usiadłem na łóżku. Dzisiaj jest sobota. Pani
Hudson przynosi wtedy herbatę ok. godziny 9:00 - to nie może być ona. Sherlock
śpi zazwyczaj do 10:00.
~A więc to złodziej? Czego od nas chce? Przecież
nie jesteśmy za bogaci...~ - przez myśl mi przemknęło, że może ktoś chce coś
zrobić Sherlockowi - w końcu ilu osobom się narażał! Wyjąłem
z szuflady pistolet i skierowałem się w stronę salonu. Gdy byłem już blisko postanowiłem wykonać szybką akcję. Wskoczyłem do pomieszczenia krzycząc: „Ręce do góry!” i mierząc z pistoletu do człowieka stojącego przy biurku. Znana mi już czarna czupryna uniosła się znad stosu papierów. Postać odwróciła się w moją stronę w lekko uniesionymi w górę rękoma.
z szuflady pistolet i skierowałem się w stronę salonu. Gdy byłem już blisko postanowiłem wykonać szybką akcję. Wskoczyłem do pomieszczenia krzycząc: „Ręce do góry!” i mierząc z pistoletu do człowieka stojącego przy biurku. Znana mi już czarna czupryna uniosła się znad stosu papierów. Postać odwróciła się w moją stronę w lekko uniesionymi w górę rękoma.
„Jezu Chryste, Sherlock! Ale mnie przestraszyłeś!
Myślałem, że to złodziej!” - gniewałem się na przyjaciela, że przez niego nie
pośpię dzisiaj dłużej. Z drugiej jednak strony odczuwałem ulgę, że to nie żaden
złodziej czy morderca.
„To nie mógł być złodziej” - powiedział patrząc na
mnie jak na idiotę.
„Niby czemu?”
„Jak ktoś chce coś ukraść, to raczej robi to jak
najciszej, nie wydaje Ci się? Może, że złodziej jest idiotą, ale wtedy się nie
nadaje...”
„Chwila moment... Czyli hałasowałeś tylko po to,
żeby zakomunikować mi, że nie jesteś złodziejem!?” - Sherlock już zaczął
grzebać coś w telefonie, a na moje pytanie tylko łypnął na mnie nic nie mówiąc.
„Sherlock, na Boga, jest 6:00 rano - o tej godzinie
jeszcze śpię! Ciekawe, jak byś się wytłumaczył pani Hudson! 'Przecież robiłem
wszystko, żebyście wiedzieli, że to nie jest złodziej!'” - byłem na niego
cholernie wkurzony. Sobota, to jeden z nielicznych dni w tygodniu, kiedy mogę
porządnie się wyspać.
„To niemożliwe. Nie chciałem obudzić pani Hudson,
więc zamknąłem szczelnie drzwi tak, żeby nic nie słyszała”
„Słucham?! A o mnie już nie pomyślałeś, tak?”
„Nie, chciałem Cię obudzić. Jesteś mi potrzebny” -
zamurowało mnie - czego on może ode mnie chcieć o 6:00 rano?!
„Co? Niby do czego?”
„Musisz tu być, kiedy ona przyjdzie. Ja muszę
gdzieś wyjść”
„Ona czyli kto? Jakaś ważna klientka?”
„Nie, moja
nowa asystentka. Przyjedzie po 9:00” - powiedział biorąc płaszcz i kierując się
w stronę wyjścia.
w stronę wyjścia.
„Co? Jaka asystentka?” - byłem bardzo zdziwiony.
„Teraz nie mogę Ci powiedzieć więcej. Tylko
pamiętaj - jak przyjdzie przyjmij ją jak najlepiej
i po prostu czekaj, aż wrócę” - w głowie kłębiło mi się masę pytań, ale detektyw już wyszedł zamykając za sobą drzwi.
i po prostu czekaj, aż wrócę” - w głowie kłębiło mi się masę pytań, ale detektyw już wyszedł zamykając za sobą drzwi.
~No pięknie!~ - pomyślałem siadając w fotelu.
----------------------------
„Chłopcy, jakaś panienka do Was!”
Spojrzałem
na zegarek - ~O matko, to na pewno ona!~ - szybkim krokiem skierowałem się do
klaki schodowej.
„Już, już, niech pani poczeka! Wniosę pani bagaż!”
- chciałem znaleźć się na dole najszybciej, jak się da, ale nie wziąłem pod
uwagę tego, że nieznajoma już zdążyła się wspiąć na samą górę. Wpadłem na nią o
mało jej nie potrącając.
„Bardzo przepraszam. Nie wiedziałem, że jest pani
taka szybka!” - popatrzyłem na nią badawczo. Nie wyglądała mi na dorosłą osobę
- dałbym jej najwyżej 20 lat.
„To ja to już wezmę” - powiedziałem widząc walizkę
stojącą tuż obok. Oboje weszliśmy do salonu. Młoda nieznajoma zaczęła się
oglądać na wszystkie strony podziwiając wszechobecny nieporządek.
„Hahah, czyli Sherlock nadal wierzy w prawdomówność
kurzu?” - stwierdziła przejeżdżając palcem po kominku. To co powiedziała wprawiło
mnie w zastanowienie. Ta dziewczyna wiedziała
o Sherlocku coś, czego nie wie przeciętny człowiek.
o Sherlocku coś, czego nie wie przeciętny człowiek.
~Kim ona jest?~
„A, gdzie moje maniery. Nazywam się John Watson”
„I jest pan lekarzem wojskowym, prawda?” -
popatrzyła na mnie pytająco.
„Tak”
„Sherlock dużo mi o panu mówił” - jej wytłumaczenie
było prawdopodobne, ale czułem, jakby ona sama to przed chwilą ze mnie
wyczytała. Tak samo czułem się, kiedy Sherlock pierwszy raz wydedukował całe
moje życie.
„Ja mam na imię Weronika” - powiedziała i podała mi
rękę.
„Miło mi Cię poznać. Ale proszę, mów mi po imieniu,
bo czuję się staro” - dziewczyna zaśmiała się i przytaknęła. Potem rozsiedliśmy
się na kanapie. Na początku myślałem, że nie będę miał z nią wspólnych tematów,
ale po kilku minutach stwierdziłem, że bardzo się pomyliłem. Przez kilka
następnych godzin rozmawialiśmy i żartowaliśmy sobie zapominając o bożym
świecie. Czułem, jakbyśmy znali się od lat, a przecież jeszcze kilka godzin
temu nie wiedziałem o jej istnieniu!
~Pomyśleć, że chodziłem z tyloma dziewczynami,
które okazały się wielką pomyłką, a ona! Jest świetna, ale... To jeszcze
dziecko!~ - ta myśl jednak nie przygnębiała mnie aż tak bardzo. W końcu to
właśnie ona ma zostać asystentką Sherlocka, więc nie będzie tak źle.
------------------------------
„Już jestem!” - powiedział dość głośno zdyszany
wbieganiem po schodach detektyw.
„Gdzie byłeś!?” - zapytaliśmy niemal jednocześnie,
po czym spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Sherlock spojrzał na nas
badawczo.
„Cieszę się, że już przyjechałaś! Już nie mogłem
się doczekać!” - ton detektywa był więcej niż... dziwny. Nigdy nie słyszałem,
żeby się do kogoś zwracał z taką życzliwością. Ich przywitanie też nie było
zwyczajne. Dziewczyna wtuliła mu się w ramiona i uściskała serdecznie.
~O co tu chodzi?! Czyżby ona była jego...~
„John, przedstawiam Ci moją nową asystentkę - oto
Weronika Hope Holmes - moja mała siostrzyczka!” - no to mnie zastrzelił. Stałem
jak wryty z otwartymi ustami.
„Eeej, nie jestem taka mała! Między nami jest tylko
2 lata różnicy!” - obruszyła się dziewczyna.
„Siostra?!
Ale jak to? To jakiś absurd! Sherlock, powiedz mi prawdę!” - detektyw spojrzał
na mnie zdziwiony.
„Owszem, to jest moja siostra - to jest prawda!
Czego w tym nie rozumiesz?”
„Przecież to niemożliwe! Czemu niby nikt o niej nie
wie? Nawet Mycroft nigdy o niej nie wspominał!”
„Oh, John, wydaje mi się, że naprawdę trzeźwo
myślisz! Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby ktokolwiek się o niej dowiedział?
I ja i Mycroft mamy bardzo niebezpieczne zawody, więc obiecaliśmy rodzicom, że
nie ujawnimy jej dla jej dobra” - nadal nie mogłem w to uwierzyć! On ma
siostrę!
„Dobrze, niech Ci będzie, ale czemu w takim razie
teraz ona się tu pojawia? Przecież zaraz wszyscy się o niej dowiedzą!”
„Jeśli nie przestaniesz krzyczeć, to na pewno dowie
się o niej cały Londyn!” - powiedział Sherlock podniesionym głosem.
„Tylko Ty wiesz, kim ona dla mnie jest. Reszta
uważa, że jest asystentką. Rozumiesz?”
„Ok, dobrze, rozumiem...”
„Jest już późno - może zjemy kolację?” -
zaproponowała Weronika dla rozładowania atmosfery.
„Kolację?” - tym razem zsynchronizowaliśmy się z
Sherlockiem. W końcu nigdy nie jadamy razem kolacji.
„Tak, kolację. I proszę, zaproście tą miłą gosposię
- chcę się z nią zapoznać!”
--------------------------
„A masz chłopaka?” - spytała ją pani Hudson, gdy
już siedzieliśmy przy stole jedząc kolację.
„Nie, niestety... Mój brat skutecznie wszystkich
płoszył... Uważał ich za durniów - w sumie
w końcu przyznawałam mu rację”
w końcu przyznawałam mu rację”
„Twój brat? To Ty masz brata? Ah, więc musi się o
Ciebie bardzo martwić! Nie wiem, jakim cudem pozwolił Ci spędzać czas z
Sherlockiem!”
--------------------------
„To ja chyba powinnam się zbierać - jest już
naprawdę późno” - dziewczyna podniosła się
z krzesła i zaniosła swój talerz do zlewu. Dzięki niej spędziliśmy naprawdę miły wieczór - pani Hudson była zachwycona jej osobą, a Sherlock uśmiechał się częściej niż zwykle.
z krzesła i zaniosła swój talerz do zlewu. Dzięki niej spędziliśmy naprawdę miły wieczór - pani Hudson była zachwycona jej osobą, a Sherlock uśmiechał się częściej niż zwykle.
„Nigdzie nie
idziesz! Będziesz spać tutaj” - zdecydowany głos detektywa wprawił wszystkich
w zdumienie.
w zdumienie.
„Co? Niby gdzie chcesz ją ulokować?”
„W Twoim pokoju. Ja będę spał na materacu. Nie
patrzcie się tak na mnie - to tylko na jedną noc. Potem może zmienimy
układ" - byłem oburzony - jak śmiał zarządzać moją własnością! Ale
z drugiej strony wiedziałem, że nie wypadało gościa ułożyć na twardym materacu.
z drugiej strony wiedziałem, że nie wypadało gościa ułożyć na twardym materacu.
--------------------------
„Dzięki, że oddałeś mi swoje łóżko” - wyszeptałem
przechylając się za łóżko tak, żeby widzieć detektywa. Leżał na materacu obok
łóżka kilkanaście centymetrów nad podłogą.
„Nie ma za co. I tak jest niewygodne i trudno się w
nim myśli” - rozśmieszyła mnie jego wymówka, ale nie miałem zamiaru jej
komentować.
„John”
„Co?”
„Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?” - co
za głupie pytanie! I czemu mi je zadaje?
„W sumie to nie wiem, ale na zdrowy rozum - to
pewnie głupota wymyślona przez producentów bajek dla dzieci” - chyba moja
odpowiedź go nie zadowoliła.
„Tak sądzisz? A Twoje oczy mówią co innego...”
„Słucham?!” - odpowiedziałem z gniewem - o co mu
znowu chodziło?
„Twoje źrenice. Są większe, kiedy na nią patrzysz”
„Co za brednie! Pewnie Ci się przywidziało!”
„Tak? A co powiesz na to: kilka razy zdarzyło Wam
się powiedzieć coś w jednym momencie, śmialiście się z byle czego i
zachowywaliście się, jakbyście się znali nie od dziś. Mam wymieniać dalej?” -
byłem cicho jak mysz. Jak on się domyślił? Zaraz mnie zabije albo zabroni
rozmawiania z jego siostrą tak, jak zrobił z jej niedoszłymi chłopakami!
„Wiesz co? Kto jak kto, ale Ty jesteś jedyną osobą,
której mógłbym pozwolić się z nią spotykać”
„Naprawdę?” - ogromnie zdziwiła mnie ta odpowiedź.
„Tak. Ale widzę, że obaj wiemy, że miłość to nie
taka prosta rzecz. To teraz, to może być zwykłe zauroczenie. Dlatego chcę
sprawdzić, co będzie dalej... Pomogę Ci”
------------------------
„Puk, puk, mogę wejść?” - powiedziałem uchylając
nieco drzwi do mojego pokoju.
„Tak, możesz. Tylko się nie przestrasz - dopiero
wstałam i wyglądam jak wiedźma!” - powiedziała jeszcze zaspanym głosem
Weronika.
„Przyniosłem Ci śniadanie” - mówiąc co postawiłem
tackę na stoliku obok łóżka.
„Ooo, moje ulubione! Skąd wiedziałeś?” -
powiedziała podekscytowana. Sekundę później jednak jej mina spoważniała, a ona
w skupieniu powiedziała:
„Sherlock Ci pozwolił? Czemu? Czyżby...” - o nie,
zorientowała się! Co teraz będzie?
„Już rozumiem. Miałam rację” - wczoraj nie
widziałem większego podobieństwa pomiędzy nią i Sherlockiem niż delikatnie
wspólne cechy rysów twarzy. Dzisiaj jednak nie miałem wątpliwości, że jest jego
siostrą. Wydedukowała wszystko, co wczoraj z mojego zachowania wywnioskował
Sherlock. A na koniec dodała: "To znaczy że Ty mnie..." - miałem tego
dość. Chciałem już wyjść trzaskając za sobą drzwiami, jednak zatrzymał mnie jej
głos i mocne szarpnięcie za rękaw.
„John stój! Chciałam tylko powiedzieć... Ja Ciebie
też”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz