czwartek, 8 listopada 2018

Cz.4


John był tak zmęczony, że oparł się o ścianę tuż przy drzwiach prowadzących do sali operacyjnej. Był głodny, a nieopatrzona rana nadal bolała. Pikanie maszyn stało się dla niego kołysanką - wiedział, że puki je słyszy, to ona nadal żyje. Z tą myślą zatopił się we wspomnieniach.
 
______________________________________

Obudził mnie hałas dobiegający z salonu. Spojrzałem na zegarek - była 6:00.
 ~Co do cholery...?~ - pomyślałem i aż usiadłem na łóżku. Dzisiaj jest sobota. Pani Hudson przynosi wtedy herbatę ok. godziny 9:00 - to nie może być ona. Sherlock śpi zazwyczaj do 10:00.
~A więc to złodziej? Czego od nas chce? Przecież nie jesteśmy za bogaci...~ - przez myśl mi przemknęło, że może ktoś chce coś zrobić Sherlockowi - w końcu ilu osobom się narażał! Wyjąłem
z szuflady pistolet i skierowałem się w stronę salonu. Gdy byłem już blisko postanowiłem wykonać szybką akcję. Wskoczyłem do pomieszczenia krzycząc: „Ręce do góry!” i mierząc z pistoletu do człowieka stojącego przy biurku. Znana mi już czarna czupryna uniosła się znad stosu papierów. Postać odwróciła się w moją stronę w lekko uniesionymi w górę rękoma.
„Jezu Chryste, Sherlock! Ale mnie przestraszyłeś! Myślałem, że to złodziej!” - gniewałem się na przyjaciela, że przez niego nie pośpię dzisiaj dłużej. Z drugiej jednak strony odczuwałem ulgę, że to nie żaden złodziej czy morderca.
„To nie mógł być złodziej” - powiedział patrząc na mnie jak na idiotę.
„Niby czemu?”
„Jak ktoś chce coś ukraść, to raczej robi to jak najciszej, nie wydaje Ci się? Może, że złodziej jest idiotą, ale wtedy się nie nadaje...”
„Chwila moment... Czyli hałasowałeś tylko po to, żeby zakomunikować mi, że nie jesteś złodziejem!?” - Sherlock już zaczął grzebać coś w telefonie, a na moje pytanie tylko łypnął na mnie nic nie mówiąc.
„Sherlock, na Boga, jest 6:00 rano - o tej godzinie jeszcze śpię! Ciekawe, jak byś się wytłumaczył pani Hudson! 'Przecież robiłem wszystko, żebyście wiedzieli, że to nie jest złodziej!'” - byłem na niego cholernie wkurzony. Sobota, to jeden z nielicznych dni w tygodniu, kiedy mogę porządnie się wyspać.
„To niemożliwe. Nie chciałem obudzić pani Hudson, więc zamknąłem szczelnie drzwi tak, żeby nic nie słyszała”
„Słucham?! A o mnie już nie pomyślałeś, tak?”
„Nie, chciałem Cię obudzić. Jesteś mi potrzebny” - zamurowało mnie - czego on może ode mnie chcieć o 6:00 rano?!
„Co? Niby do czego?”
„Musisz tu być, kiedy ona przyjdzie. Ja muszę gdzieś wyjść”
„Ona czyli kto? Jakaś ważna klientka?”
 „Nie, moja nowa asystentka. Przyjedzie po 9:00” - powiedział biorąc płaszcz i kierując się
w stronę wyjścia.
„Co? Jaka asystentka?” - byłem bardzo zdziwiony.
„Teraz nie mogę Ci powiedzieć więcej. Tylko pamiętaj - jak przyjdzie przyjmij ją jak najlepiej
i po prostu czekaj, aż wrócę” - w głowie kłębiło mi się masę pytań, ale detektyw już wyszedł zamykając za sobą drzwi.
~No pięknie!~ - pomyślałem siadając w fotelu.

----------------------------
„Chłopcy, jakaś panienka do Was!”
 Spojrzałem na zegarek - ~O matko, to na pewno ona!~ - szybkim krokiem skierowałem się do klaki schodowej.
„Już, już, niech pani poczeka! Wniosę pani bagaż!” - chciałem znaleźć się na dole najszybciej, jak się da, ale nie wziąłem pod uwagę tego, że nieznajoma już zdążyła się wspiąć na samą górę. Wpadłem na nią o mało jej nie potrącając.
„Bardzo przepraszam. Nie wiedziałem, że jest pani taka szybka!” - popatrzyłem na nią badawczo. Nie wyglądała mi na dorosłą osobę - dałbym jej najwyżej 20 lat.
„To ja to już wezmę” - powiedziałem widząc walizkę stojącą tuż obok. Oboje weszliśmy do salonu. Młoda nieznajoma zaczęła się oglądać na wszystkie strony podziwiając wszechobecny nieporządek.
„Hahah, czyli Sherlock nadal wierzy w prawdomówność kurzu?” - stwierdziła przejeżdżając palcem po kominku. To co powiedziała wprawiło mnie w zastanowienie. Ta dziewczyna wiedziała
o Sherlocku coś, czego nie wie przeciętny człowiek.
~Kim ona jest?~
„A, gdzie moje maniery. Nazywam się John Watson”
„I jest pan lekarzem wojskowym, prawda?” - popatrzyła na mnie pytająco.
„Tak”
„Sherlock dużo mi o panu mówił” - jej wytłumaczenie było prawdopodobne, ale czułem, jakby ona sama to przed chwilą ze mnie wyczytała. Tak samo czułem się, kiedy Sherlock pierwszy raz wydedukował całe moje życie.
„Ja mam na imię Weronika” - powiedziała i podała mi rękę.
„Miło mi Cię poznać. Ale proszę, mów mi po imieniu, bo czuję się staro” - dziewczyna zaśmiała się i przytaknęła. Potem rozsiedliśmy się na kanapie. Na początku myślałem, że nie będę miał z nią wspólnych tematów, ale po kilku minutach stwierdziłem, że bardzo się pomyliłem. Przez kilka następnych godzin rozmawialiśmy i żartowaliśmy sobie zapominając o bożym świecie. Czułem, jakbyśmy znali się od lat, a przecież jeszcze kilka godzin temu nie wiedziałem o jej istnieniu!
~Pomyśleć, że chodziłem z tyloma dziewczynami, które okazały się wielką pomyłką, a ona! Jest świetna, ale... To jeszcze dziecko!~ - ta myśl jednak nie przygnębiała mnie aż tak bardzo. W końcu to właśnie ona ma zostać asystentką Sherlocka, więc nie będzie tak źle.

------------------------------
„Już jestem!” - powiedział dość głośno zdyszany wbieganiem po schodach detektyw.
„Gdzie byłeś!?” - zapytaliśmy niemal jednocześnie, po czym spojrzeliśmy na siebie i zaczęliśmy się śmiać. Sherlock spojrzał na nas badawczo.
„Cieszę się, że już przyjechałaś! Już nie mogłem się doczekać!” - ton detektywa był więcej niż... dziwny. Nigdy nie słyszałem, żeby się do kogoś zwracał z taką życzliwością. Ich przywitanie też nie było zwyczajne. Dziewczyna wtuliła mu się w ramiona i uściskała serdecznie.
~O co tu chodzi?! Czyżby ona była jego...~
„John, przedstawiam Ci moją nową asystentkę - oto Weronika Hope Holmes - moja mała siostrzyczka!” - no to mnie zastrzelił. Stałem jak wryty z otwartymi ustami.
„Eeej, nie jestem taka mała! Między nami jest tylko 2 lata różnicy!” - obruszyła się dziewczyna.
 „Siostra?! Ale jak to? To jakiś absurd! Sherlock, powiedz mi prawdę!” - detektyw spojrzał na mnie zdziwiony.
„Owszem, to jest moja siostra - to jest prawda! Czego w tym nie rozumiesz?”
„Przecież to niemożliwe! Czemu niby nikt o niej nie wie? Nawet Mycroft nigdy o niej nie wspominał!”
„Oh, John, wydaje mi się, że naprawdę trzeźwo myślisz! Wyobrażasz sobie, co by było, gdyby ktokolwiek się o niej dowiedział? I ja i Mycroft mamy bardzo niebezpieczne zawody, więc obiecaliśmy rodzicom, że nie ujawnimy jej dla jej dobra” - nadal nie mogłem w to uwierzyć! On ma siostrę!
„Dobrze, niech Ci będzie, ale czemu w takim razie teraz ona się tu pojawia? Przecież zaraz wszyscy się o niej dowiedzą!”
„Jeśli nie przestaniesz krzyczeć, to na pewno dowie się o niej cały Londyn!” - powiedział Sherlock podniesionym głosem.
„Tylko Ty wiesz, kim ona dla mnie jest. Reszta uważa, że jest asystentką. Rozumiesz?”
„Ok, dobrze, rozumiem...”
„Jest już późno - może zjemy kolację?” - zaproponowała Weronika dla rozładowania atmosfery.
„Kolację?” - tym razem zsynchronizowaliśmy się z Sherlockiem. W końcu nigdy nie jadamy razem kolacji.
„Tak, kolację. I proszę, zaproście tą miłą gosposię - chcę się z nią zapoznać!”

--------------------------

„A masz chłopaka?” - spytała ją pani Hudson, gdy już siedzieliśmy przy stole jedząc kolację.
„Nie, niestety... Mój brat skutecznie wszystkich płoszył... Uważał ich za durniów - w sumie
w końcu przyznawałam mu rację”
„Twój brat? To Ty masz brata? Ah, więc musi się o Ciebie bardzo martwić! Nie wiem, jakim cudem pozwolił Ci spędzać czas z Sherlockiem!”

--------------------------
„To ja chyba powinnam się zbierać - jest już naprawdę późno” - dziewczyna podniosła się
z krzesła i zaniosła swój talerz do zlewu. Dzięki niej spędziliśmy naprawdę miły wieczór - pani Hudson była zachwycona jej osobą, a Sherlock uśmiechał się częściej niż zwykle.
 „Nigdzie nie idziesz! Będziesz spać tutaj” - zdecydowany głos detektywa wprawił wszystkich
w zdumienie.
„Co? Niby gdzie chcesz ją ulokować?”
„W Twoim pokoju. Ja będę spał na materacu. Nie patrzcie się tak na mnie - to tylko na jedną noc. Potem może zmienimy układ" - byłem oburzony - jak śmiał zarządzać moją własnością! Ale
z drugiej strony wiedziałem, że nie wypadało gościa ułożyć na twardym materacu.

--------------------------
„Dzięki, że oddałeś mi swoje łóżko” - wyszeptałem przechylając się za łóżko tak, żeby widzieć detektywa. Leżał na materacu obok łóżka kilkanaście centymetrów nad podłogą.
„Nie ma za co. I tak jest niewygodne i trudno się w nim myśli” - rozśmieszyła mnie jego wymówka, ale nie miałem zamiaru jej komentować.
„John”
„Co?”
„Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?” - co za głupie pytanie! I czemu mi je zadaje?
„W sumie to nie wiem, ale na zdrowy rozum - to pewnie głupota wymyślona przez producentów bajek dla dzieci” - chyba moja odpowiedź go nie zadowoliła.
„Tak sądzisz? A Twoje oczy mówią co innego...”
„Słucham?!” - odpowiedziałem z gniewem - o co mu znowu chodziło?
„Twoje źrenice. Są większe, kiedy na nią patrzysz”
„Co za brednie! Pewnie Ci się przywidziało!”
„Tak? A co powiesz na to: kilka razy zdarzyło Wam się powiedzieć coś w jednym momencie, śmialiście się z byle czego i zachowywaliście się, jakbyście się znali nie od dziś. Mam wymieniać dalej?” - byłem cicho jak mysz. Jak on się domyślił? Zaraz mnie zabije albo zabroni rozmawiania z jego siostrą tak, jak zrobił z jej niedoszłymi chłopakami!
„Wiesz co? Kto jak kto, ale Ty jesteś jedyną osobą, której mógłbym pozwolić się z nią spotykać”
„Naprawdę?” - ogromnie zdziwiła mnie ta odpowiedź.
„Tak. Ale widzę, że obaj wiemy, że miłość to nie taka prosta rzecz. To teraz, to może być zwykłe zauroczenie. Dlatego chcę sprawdzić, co będzie dalej... Pomogę Ci”

------------------------
„Puk, puk, mogę wejść?” - powiedziałem uchylając nieco drzwi do mojego pokoju.
„Tak, możesz. Tylko się nie przestrasz - dopiero wstałam i wyglądam jak wiedźma!” - powiedziała jeszcze zaspanym głosem Weronika.
„Przyniosłem Ci śniadanie” - mówiąc co postawiłem tackę na stoliku obok łóżka.
„Ooo, moje ulubione! Skąd wiedziałeś?” - powiedziała podekscytowana. Sekundę później jednak jej mina spoważniała, a ona w skupieniu powiedziała:
„Sherlock Ci pozwolił? Czemu? Czyżby...” - o nie, zorientowała się! Co teraz będzie?
„Już rozumiem. Miałam rację” - wczoraj nie widziałem większego podobieństwa pomiędzy nią i Sherlockiem niż delikatnie wspólne cechy rysów twarzy. Dzisiaj jednak nie miałem wątpliwości, że jest jego siostrą. Wydedukowała wszystko, co wczoraj z mojego zachowania wywnioskował Sherlock. A na koniec dodała: "To znaczy że Ty mnie..." - miałem tego dość. Chciałem już wyjść trzaskając za sobą drzwiami, jednak zatrzymał mnie jej głos i mocne szarpnięcie za rękaw.
„John stój! Chciałam tylko powiedzieć... Ja Ciebie też”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz