~Puk, puk!~ Stałam przed drzwiami na Baker Street 221 B. Grzecznie
zapukałam, bo chociaż mieszkam tu już od dawna, to jednak dziś nie mogłam tak
po prostu bezceremonialnie wejść do środka. Chłopcy odbywali teraz bardzo
poważną rozmowę. Wiedziałam, czego dotyczy, jednak z pewnych powodów Mycroft
zabronił mi w niej uczestniczyć. Mogłam mu tysiąc razy obiecywać, że
wspomnienia mnie nie ruszają, ale to na nic. Dlatego właśnie chciałam, żeby
otworzyła mi pani Hudson, która, jak wiadomo, wie wszystko i zdradziłaby mi,
czy może już nie skończyli. Jednak zawiodłam się. Nikt nie przyszedł, a pukałam
już trzy razy! Zniecierpliwiona pociągnęłam za klamkę i po cichutku weszłam do
środka.
Wyjaśniło się czemu gosposia nie raczyła mi
otworzyć. Głośny dźwięk muzyki i odkurzacza uniemożliwiał percepcję słuchową.
Dziwiłam się, jak można lubić taki hałas...
W pierwszym
momencie pomyślałam, że nici z podsłuchiwania pod drzwiami... Mimo to zaczęłam
powoli wspinać się po schodach. Gdy byłam już na półpiętrze pani Hudson właśnie
skończyła sprzątać.
'Nareszcie!' - pomyślałam z ulgą - 'Może uda mi się
jednak wybadać sytuację'
Starałam się teraz wchodzić cichutko, żeby nikomu w
pokoju do głowy nie przyszło, że mogę być na schodach.
'Cholera!' - pomyślałam widząc szeroko otwarte
drzwi i Johna stojącego na baczność na przeciwko okna. Na szczęście mnie nie
zauważył, a ja pomyślałam, że po prostu zrobię im niespodziankę i wbiję
znienacka wprost do pokoju. Jednak coś mnie powstrzymało. Słowa zebranych
w pokoju były takie... dziwne i nerwowe.
'Co jest?'
Weszłam jeszcze wyżej i zatrzymałam się na ostatnim
schodku.
„Trzy, dwa, już!” - usłyszałam. Nie rozumiałam co
się dzieje. Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy tuż obok przemknął Mycroft
potrącając mnie w biegu. Nawet nie zdążyłam go zganić, kiedy usłyszałam
przeraźliwy huk. Siła wybuchu była tak duża, że zrzuciło mnie ze schodów. Jakiś
przedmiot przefrunął tuż obok mojej nogi przecinając spodnie i skórę. Gdy już
leżałam w dziwnej pozycji zdałam sobie sprawę, że jestem przygnieciona czymś
ciężkim tak, że trudno mi oddychać. Zaraz potem poczułam smród spalenizny. To
coś się paliło. Nie miałam siły krzyczeć, a dym dusił mnie nieubłaganie. Przed
tym, jak zemdlałam, usłyszałam tylko zniekształcony głos Mycrofta.
-----------------------------------
Ocknęłam się dopiero po kilku godzinach w szpitalu.
„O Boże...” - powiedział jakby z ulgą Mycroft
widząc, że się obudziłam.
„Szpital... Ja... Co się stało?” - spytałam
niepewnie próbując odpędzić resztki snu i odzyskać trzeźwy umysł.
„Był wybuch. Zostałaś poważnie ranna, ale będzie
dobrze. Już jesteś bezpieczna” - odezwał się John, siedzący obok mojego łóżka.
„A Wam się nic nie stało?”
„Nie. To znaczy... Jesteśmy trochę przypieczeni i
poobijani, ale to nic takiego. Mięliśmy szczęście” - wyjaśnił Sherlock.
Cały czas próbowałam ustalić mój stan. Bandaż na
nodze - rana cięta. Ręka w gipsie - złamanie w wyniku upadku. Aqua gel na
drugiej ręce - poparzenie. Do tego masa siniaków i zadrapań. Luz - nie jest źle
- da się z tego wyjść.
„Ale... czemu wybuch? Aż tak źle poszła Wam
rozmowa, że musieliście wysadzić pokój?” - popatrzyli na siebie znacząco.
Widocznie zastanawiali się, czy powiedzieć mi prawdę.
„To Eurus” - zaczął Mycroft. Po plecach przebiegł
mi zimny dreszcz.
„Jak to? Była tam?”
„Chwila, to Ty wiesz o Eurus?!” - spytał
rozgoryczony i zaskoczony Sherlock.
„Tak, pamiętam ją... nawet za bardzo...”
„Potem o tym porozmawiamy, dobrze?” - przerwał
najstarszy brat widząc, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
„Nie Hope, nie było jej tam. Wysłała nam 'prezent'
w postaci latającego granatu...” - wybałuszyłam oczy.
„I tym chciała Was zabić? Czemu? Chciała zemsty czy
coś?”
„Niezupełnie... Chciała nas wciągnąć do gry i my
się tej gry podejmiemy”
„W takim razie czemu nie wzięła pod uwagę, że mnie
tam z Wami nie będzie?”
Sherlock popatrzył na brata. Mycroft coś wiedział
lub przynajmniej się domyślał. Spuścił wzrok. Po chwili milczenia odpowiedział.
„Eurus najprawdopodobniej przewidziała Twoje ruchy.
Była pewna, że zginiesz w wybuchu…” - nie mogłam uwierzyć własnym uszom.
Siostra nadal uważała mnie za zbędną, nic niewartą jednostkę, która tylko
przeszkadza. Uznała, że można mnie wyeliminować z gry jednym ruchem. Myliła
się.
„Czyli...”
„Tak” - przerwał mi Mycroft – „Nie jedziesz z nami
do Sherinford”
„Jak to! Przecież ja ŻYJĘ! Nie udało jej się! Mogę
Wam się jeszcze przydać...”
„Przepraszam, ale nie pozwolę na to... To dla
Twojego dobra. Hope... ona Cię nienawidzi. To, że przeżyłaś, to cud i Twoja
przewaga. Póki się nie ujawnisz, to ona nic nie może Ci zrobić. Zresztą -
zapewniam Cię, że nam pomożesz. Przydasz się w innej, szlachetnej sprawie...”
W tym momencie do sali weszli nasi rodzice.
„Boże, Hope, jak Ty wyglądasz?!” - zawodziła
zatroskana mama.
„Daj spokój, przecież nie jest tak źle” - kątem oka
zobaczyłam wychodzących braci i Johna.
'No pięknie... Czyli moją misją będzie odciągnięcie
uwagi rodziców od manewrów wokół Eurus...' - pomyślałam zrezygnowana i opadłam
na łóżko.
------------------------------ [migawki z dzieciństwa Hope]
„Mamo, a co to za zwierzątko?”
„To dzięcioł skarbie”
„A co on robi?”
„Stuka dziobem z drzewo”
„A po co?”
„Ale Ty jesteś głupia” - odezwała się Eurus
siedząca tuż obok mnie.
„Eurus!” - zganiła ją mama podnosząc poważnie
wzrok.
„Ale to prawda. Musicie w końcu przyznać, że jest
podmieniona” - wtedy jeszcze nie rozumiałam jej słów, ale czułam, że nie są to
pochwały ani nic dobrego.
„Jak możesz tak mówić! To Twoja młodsza siostra!”
----------------
„Eurus... pobawisz się ze mną?”
„Nie”
„Czemu?”
„Bo nie. Nie możesz pomęczyć Mycrofta?”
„Nie... On ciągle się uczy, a Sherlock bawi się nad
wodą z Victorem w piratów...”
„Nie obchodzi mnie to - masz mi dać spokój! Nie
bawię się w idiotyczne gierki dla niedorozwiniętych dzieciaków” - wypchnęła
mnie z swojego pokoju i zamknęła mi drzwi przed nosem. Nigdy nie chciała się ze
mną bawić. Uważała, że jestem za mało inteligentna na jej siostrę.
---------------
„Ćwicz więcej, to kiedyś może mnie dogonisz” -
powiedziała Eurus wypuszczając Sherlocka po kilku godzinach nauki gry na
skrzypcach.
„Teraz ja,
teraz ja! Proszę, Eurus... Pozwól mi przynajmniej spróbować!” - na mój widok
jej mina zmieniła się diametralnie i przybrała surowy wyraz. Prawie jak grymas
obrzydzenia.
„Nie. Nigdy”
Od tamtej pory co jakiś czas nocami wykradałam jej
skrzypce i grałam potajemnie na strychu. Wychodziło mi to dość niezgrabnie, ale
starałam się odzwierciedlać idealne ruchy Eurus i Sherlocka. Kiedy osiągnęłam
odpowiedni wiek rodzice zapisali mnie na naukę gry na instrumencie. Okazała się
to być jednak gitara, a nie ukochane skrzypce...
----------------
Wszyscy domownicy wiedzieli, jak traktuje mnie
Eurus. Próbowano załagodzić sprawę, jednak nie dawało to oczekiwanych
rezultatów.
Z biegiem czasu starsza siostra zachowywała się
coraz bardziej nieobliczalnie. Raz podpaliła nawet dom. Według mnie zaginięcie
Victora było również jej sprawką. Rodzice nie wiedzieli co począć i cały czas
rozważali wysłanie jej gdzieś, gdzie nie zrobi krzywdy sobie i innym. Jednak
nadal bardzo ją kochali i podjęcie decyzji trwało dość długo. Za długo.
Tego dnia stało się coś, co przyspieszyło decyzję
rodziców.
Dom praktycznie świecił pustką. Rodzice udali się
do pracy, Mycroft do szkoły, a Sherlock był znów u Victora. Nudziłam się
przeogromnie. Właśnie kończyłam malować kwiatki na ścianie przy łóżku, kiedy
usłyszałam głos Eurus.
„Hope, idziesz?” - jej głos był inny niż zwykle.
Taki miły. Czułam podstęp.
„Po co?” - spytałam udając, że wcale mnie to nie
ciekawi.
„Chodź - poduczę Cię grać na skrzypcach!” - nie
mogłam usiedzieć z wrażenia i ekscytacji.
„Naprawdę?” - rzuciłam się do drzwi i pobiegłam
wprost do jej pokoju.
„Eurus? Gdzie jesteś?” - spytałam, bo gdy wbiegłam
do pokoju okazało się, że siostry nie było wewnątrz.
Nagłe trzaśnięcie drzwi spowodowało, że aż
podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się w tamtą stronę.
„Tu jestem...” - powiedziała Eurus zamykając drzwi
na klucz. Jedną rękę trzymała za sobą, jakby coś ukrywając.
„Czemu... czemu je zamykasz?” - spytałam trochę
zbita z tropu.
„Żeby nikt nam nie przeszkadzał...” - powiedziała
patrząc się trochę dziwnie – „Usiądź” - wskazała na krzesło stojące nieopodal.
Czując jej wzrok na sobie usiadłam nie
zastanawiając się nad celem tej czynności.
„Nawet nie waż się ruszać ani protestować! Pobawimy
się w doktora...” - rzekła podchodząc coraz bliżej. Zza pleców wyjęła nóż
kuchenny, którym mama obrabia mięso.
„Eurus... co Ty robisz?” - wyszeptałam coraz
bardziej przerażona. Coś ściskało mnie w żołądku. Skuliłam się na krześle. Ze
strachu nie mogłam się ruszyć.
„Nie bój się siostrzyczko - w końcu się na coś
przydasz!” - zmniejszyła dystans nas dzielący niebezpiecznie szybko i silnym
uchwytem złapała moją rękę w nadgarstku. Szamotałam się, ale bez skutku. Była
starsza i silniejsza ode mnie. Szybkimi ruchami zrobiła dwa nacięcia - jedno
przy samym nadgarstku, a drugie kilkanaście cm dalej. Szczypało okropnie, ale
bardziej przeraziła mnie krew. Krzyknęłam. W przypływie strachu i złości
wyrwałam się jej i pobiegłam do drzwi. No tak, zamknięte! Szarpanie klamką nic
nie pomogło. Eurus miała klucz przy sobie.
„Już nie chcesz się ze mną bawić? No wiesz co...
Przede mną nie uciekniesz...”
-------------
Przyszedł czas na kolację. Do tej pory wszyscy
zdążyli już wrócić do domu.
„A gdzie jest Hope?” - spytała mama.
„Skąd mam wiedzieć? Odkąd wróciłem w domu panowała
cisza, więc uznałem, że obie siedzą cicho w pokojach...” - odparłem zmęczony i
zirytowany. Byłem bardzo głodny, a to tylko przedłużało oczekiwanie. Jednak
zaginięcie Hope było rzeczywiście dziwnym zjawiskiem.
Po kilku gorączkowych nawoływaniach przystąpiliśmy
do poszukiwań. Wszystko odbywało się na terenie domu, gdyż dziewczynki podczas
naszej nieobecności były bezpiecznie zamknięte w środku. Pytaliśmy też Eurus,
co się stało, ale ona odwracała wzrok i nie chciała rozmawiać. W końcu wszedłem
do kolejnego pokoju, którym był pokój Eurus. Rodzice już tu szukali, ale ja
miałem przeczucie, że nie przepatrzyli wszystkiego. Mój wzrok przykuła dziwna
mała plamka na dywanie. Ciemnoczerwona, więc łatwo ją było pomylić z wyszytym
wzorem. Po dłuższych oględzinach spostrzegłam ciągnącą się cienką strużkę.
'Szafa!' - pomyślałem. Próbowałem ją otworzyć, ale
bez skutku. W pewnym momencie usłyszałem cichy jęk. Miałem rację. Hope była w
środku. Nie było czasu na wyjaśnienia. Jeśli to jest pokój Eurus, na dywanie
jest krew, a Hope jęczy w zamkniętej szafie to nie wróży nic dobrego. Szybko
pobiegłem po jakiś drut jednocześnie wołając rodziców. Gdy otwierałem szafę
ręce mi się trzęsły. Bałem się, co tam zobaczę.
„Matko Boska!” - mama mało co nie zemdlała i stała
osłupiona wpatrując się w nieruchome, zakrwawione ciało córki.
„Dzwońcie po
karetkę!” - powiedział podniesionym głosem tata i spojrzał na mnie błagalnie.
Hope udało się odratować, chociaż straciła bardzo
dużo krwi. Widać było, jak okropnie znęcała się nad nią Eurus. Jej los był
przesądzony.
------------------------ [wracamy do rzeczywistości, a raczej do zakończenia sezonu 4tego xd]
Bardzo się stresowałam. Peruka była czymś
całkowicie nie w moim stylu. Tym bardziej męski garnitur, a co dopiero
szczudła... Wysiadłam niepewnie w windy niosąc skrzypce. Stałam tyłem do szyby
tak, żeby mnie nie rozpoznała. Zaczęłam grać. Najpierw melodię, której nauczył
mnie Sherlock. Eurus polowi wstała i zawtórowała dopełniając muzykę.
Skończyłyśmy. Jednak ja zamiast odejść zaczęłam grać następny utwór. Mój utwór.
Jednocześnie odwróciłam się w jej stronę. Spojrzałam na nią lękliwie. Chociaż
minęło tyle lat, to nadal czułam niepokój. Ostatnie wydarzenia wcale nie
powodowały, żebym miała myśleć, że coś się zmieniło w naszej relacji. Podczas
kiedy cela wypełniona była subtelnym dźwiękiem skrzypiec Eurus podeszła do
szyby. Nie odrywała ode mnie wzroku. Jej oczy zrobiły się szkliste, a po
policzkach spłynęły łzy. Z ruchu jej warg odczytałam słowa:
~Przepraszam siostrzyczko~
Wzruszył mnie to niesamowicie i mało co sama bym
się tam popłakała. Czyżby wszystko miało się ku lepszemu?
Kiedy skończyłam zdjęłam czarną perukę i powili
zaczęłam zbierać się do wyjścia. Zatrzymała mnie.
„Gitara”
„Słucham?”
„To jest Twój prawdziwy instrument. Przynieś ją
następnym razem”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz