czwartek, 8 listopada 2018

Cz.12


            ~Puk, puk!~ Stałam przed drzwiami na Baker Street 221 B. Grzecznie zapukałam, bo chociaż mieszkam tu już od dawna, to jednak dziś nie mogłam tak po prostu bezceremonialnie wejść do środka. Chłopcy odbywali teraz bardzo poważną rozmowę. Wiedziałam, czego dotyczy, jednak z pewnych powodów Mycroft zabronił mi w niej uczestniczyć. Mogłam mu tysiąc razy obiecywać, że wspomnienia mnie nie ruszają, ale to na nic. Dlatego właśnie chciałam, żeby otworzyła mi pani Hudson, która, jak wiadomo, wie wszystko i zdradziłaby mi, czy może już nie skończyli. Jednak zawiodłam się. Nikt nie przyszedł, a pukałam już trzy razy! Zniecierpliwiona pociągnęłam za klamkę i po cichutku weszłam do środka.
Wyjaśniło się czemu gosposia nie raczyła mi otworzyć. Głośny dźwięk muzyki i odkurzacza uniemożliwiał percepcję słuchową. Dziwiłam się, jak można lubić taki hałas...
W pierwszym momencie pomyślałam, że nici z podsłuchiwania pod drzwiami... Mimo to zaczęłam powoli wspinać się po schodach. Gdy byłam już na półpiętrze pani Hudson właśnie skończyła sprzątać.
'Nareszcie!' - pomyślałam z ulgą - 'Może uda mi się jednak wybadać sytuację'
Starałam się teraz wchodzić cichutko, żeby nikomu w pokoju do głowy nie przyszło, że mogę być na schodach.
'Cholera!' - pomyślałam widząc szeroko otwarte drzwi i Johna stojącego na baczność na przeciwko okna. Na szczęście mnie nie zauważył, a ja pomyślałam, że po prostu zrobię im niespodziankę i wbiję znienacka wprost do pokoju.  Jednak coś mnie powstrzymało. Słowa zebranych w pokoju były takie... dziwne i nerwowe.
'Co jest?'
Weszłam jeszcze wyżej i zatrzymałam się na ostatnim schodku.
„Trzy, dwa, już!” - usłyszałam. Nie rozumiałam co się dzieje. Nawet nie zdążyłam zareagować, kiedy tuż obok przemknął Mycroft potrącając mnie w biegu. Nawet nie zdążyłam go zganić, kiedy usłyszałam przeraźliwy huk. Siła wybuchu była tak duża, że zrzuciło mnie ze schodów. Jakiś przedmiot przefrunął tuż obok mojej nogi przecinając spodnie i skórę. Gdy już leżałam w dziwnej pozycji zdałam sobie sprawę, że jestem przygnieciona czymś ciężkim tak, że trudno mi oddychać. Zaraz potem poczułam smród spalenizny. To coś się paliło. Nie miałam siły krzyczeć, a dym dusił mnie nieubłaganie. Przed tym, jak zemdlałam, usłyszałam tylko zniekształcony głos Mycrofta.

-----------------------------------
Ocknęłam się dopiero po kilku godzinach w szpitalu.
„O Boże...” - powiedział jakby z ulgą Mycroft widząc, że się obudziłam.
„Szpital... Ja... Co się stało?” - spytałam niepewnie próbując odpędzić resztki snu i odzyskać trzeźwy umysł.
„Był wybuch. Zostałaś poważnie ranna, ale będzie dobrze. Już jesteś bezpieczna” - odezwał się John, siedzący obok mojego łóżka.
„A Wam się nic nie stało?”
„Nie. To znaczy... Jesteśmy trochę przypieczeni i poobijani, ale to nic takiego. Mięliśmy szczęście” - wyjaśnił Sherlock.
Cały czas próbowałam ustalić mój stan. Bandaż na nodze - rana cięta. Ręka w gipsie - złamanie w wyniku upadku. Aqua gel na drugiej ręce - poparzenie. Do tego masa siniaków i zadrapań. Luz - nie jest źle - da się z tego wyjść.
„Ale... czemu wybuch? Aż tak źle poszła Wam rozmowa, że musieliście wysadzić pokój?” - popatrzyli na siebie znacząco. Widocznie zastanawiali się, czy powiedzieć mi prawdę.
„To Eurus” - zaczął Mycroft. Po plecach przebiegł mi zimny dreszcz.
„Jak to? Była tam?”
„Chwila, to Ty wiesz o Eurus?!” - spytał rozgoryczony i zaskoczony Sherlock.
„Tak, pamiętam ją... nawet za bardzo...”
„Potem o tym porozmawiamy, dobrze?” - przerwał najstarszy brat widząc, w jakim kierunku zmierza ta rozmowa.
„Nie Hope, nie było jej tam. Wysłała nam 'prezent' w postaci latającego granatu...” - wybałuszyłam oczy.
„I tym chciała Was zabić? Czemu? Chciała zemsty czy coś?”
„Niezupełnie... Chciała nas wciągnąć do gry i my się tej gry podejmiemy”
„W takim razie czemu nie wzięła pod uwagę, że mnie tam z Wami nie będzie?”
Sherlock popatrzył na brata. Mycroft coś wiedział lub przynajmniej się domyślał. Spuścił wzrok. Po chwili milczenia odpowiedział.
„Eurus najprawdopodobniej przewidziała Twoje ruchy. Była pewna, że zginiesz w wybuchu…” - nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Siostra nadal uważała mnie za zbędną, nic niewartą jednostkę, która tylko przeszkadza. Uznała, że można mnie wyeliminować z gry jednym ruchem. Myliła się.
„Czyli...”
„Tak” - przerwał mi Mycroft – „Nie jedziesz z nami do Sherinford”
„Jak to! Przecież ja ŻYJĘ! Nie udało jej się! Mogę Wam się jeszcze przydać...”
„Przepraszam, ale nie pozwolę na to... To dla Twojego dobra. Hope... ona Cię nienawidzi. To, że przeżyłaś, to cud i Twoja przewaga. Póki się nie ujawnisz, to ona nic nie może Ci zrobić. Zresztą - zapewniam Cię, że nam pomożesz. Przydasz się w innej, szlachetnej sprawie...”
W tym momencie do sali weszli nasi rodzice.
„Boże, Hope, jak Ty wyglądasz?!” - zawodziła zatroskana mama.
„Daj spokój, przecież nie jest tak źle” - kątem oka zobaczyłam wychodzących braci i Johna.
'No pięknie... Czyli moją misją będzie odciągnięcie uwagi rodziców od manewrów wokół Eurus...' - pomyślałam zrezygnowana i opadłam na łóżko.

------------------------------ [migawki z dzieciństwa Hope]
„Mamo, a co to za zwierzątko?”
„To dzięcioł skarbie”
„A co on robi?”
„Stuka dziobem z drzewo”
„A po co?”
„Ale Ty jesteś głupia” - odezwała się Eurus siedząca tuż obok mnie.
„Eurus!” - zganiła ją mama podnosząc poważnie wzrok.
„Ale to prawda. Musicie w końcu przyznać, że jest podmieniona” - wtedy jeszcze nie rozumiałam jej słów, ale czułam, że nie są to pochwały ani nic dobrego.
„Jak możesz tak mówić! To Twoja młodsza siostra!”

----------------
„Eurus... pobawisz się ze mną?”
 „Nie”
„Czemu?”
„Bo nie. Nie możesz pomęczyć Mycrofta?”
„Nie... On ciągle się uczy, a Sherlock bawi się nad wodą z Victorem w piratów...”
„Nie obchodzi mnie to - masz mi dać spokój! Nie bawię się w idiotyczne gierki dla niedorozwiniętych dzieciaków” - wypchnęła mnie z swojego pokoju i zamknęła mi drzwi przed nosem. Nigdy nie chciała się ze mną bawić. Uważała, że jestem za mało inteligentna na jej siostrę.

---------------
„Ćwicz więcej, to kiedyś może mnie dogonisz” - powiedziała Eurus wypuszczając Sherlocka po kilku godzinach nauki gry na skrzypcach.
 „Teraz ja, teraz ja! Proszę, Eurus... Pozwól mi przynajmniej spróbować!” - na mój widok jej mina zmieniła się diametralnie i przybrała surowy wyraz. Prawie jak grymas obrzydzenia.
„Nie. Nigdy”
Od tamtej pory co jakiś czas nocami wykradałam jej skrzypce i grałam potajemnie na strychu. Wychodziło mi to dość niezgrabnie, ale starałam się odzwierciedlać idealne ruchy Eurus i Sherlocka. Kiedy osiągnęłam odpowiedni wiek rodzice zapisali mnie na naukę gry na instrumencie. Okazała się to być jednak gitara, a nie ukochane skrzypce...

----------------
Wszyscy domownicy wiedzieli, jak traktuje mnie Eurus. Próbowano załagodzić sprawę, jednak nie dawało to oczekiwanych rezultatów.
Z biegiem czasu starsza siostra zachowywała się coraz bardziej nieobliczalnie. Raz podpaliła nawet dom. Według mnie zaginięcie Victora było również jej sprawką. Rodzice nie wiedzieli co począć i cały czas rozważali wysłanie jej gdzieś, gdzie nie zrobi krzywdy sobie i innym. Jednak nadal bardzo ją kochali i podjęcie decyzji trwało dość długo. Za długo.
Tego dnia stało się coś, co przyspieszyło decyzję rodziców.
Dom praktycznie świecił pustką. Rodzice udali się do pracy, Mycroft do szkoły, a Sherlock był znów u Victora. Nudziłam się przeogromnie. Właśnie kończyłam malować kwiatki na ścianie przy łóżku, kiedy usłyszałam głos Eurus.
„Hope, idziesz?” - jej głos był inny niż zwykle. Taki miły. Czułam podstęp.
„Po co?” - spytałam udając, że wcale mnie to nie ciekawi.
„Chodź - poduczę Cię grać na skrzypcach!” - nie mogłam usiedzieć z wrażenia i ekscytacji.
„Naprawdę?” - rzuciłam się do drzwi i pobiegłam wprost do jej pokoju.
„Eurus? Gdzie jesteś?” - spytałam, bo gdy wbiegłam do pokoju okazało się, że siostry nie było wewnątrz.
Nagłe trzaśnięcie drzwi spowodowało, że aż podskoczyłam ze strachu i odwróciłam się w tamtą stronę.
„Tu jestem...” - powiedziała Eurus zamykając drzwi na klucz. Jedną rękę trzymała za sobą, jakby coś ukrywając.
„Czemu... czemu je zamykasz?” - spytałam trochę zbita z tropu.
„Żeby nikt nam nie przeszkadzał...” - powiedziała patrząc się trochę dziwnie – „Usiądź” - wskazała na krzesło stojące nieopodal.
Czując jej wzrok na sobie usiadłam nie zastanawiając się nad celem tej czynności.
„Nawet nie waż się ruszać ani protestować! Pobawimy się w doktora...” - rzekła podchodząc coraz bliżej. Zza pleców wyjęła nóż kuchenny, którym mama obrabia mięso.
„Eurus... co Ty robisz?” - wyszeptałam coraz bardziej przerażona. Coś ściskało mnie w żołądku. Skuliłam się na krześle. Ze strachu nie mogłam się ruszyć.
„Nie bój się siostrzyczko - w końcu się na coś przydasz!” - zmniejszyła dystans nas dzielący niebezpiecznie szybko i silnym uchwytem złapała moją rękę w nadgarstku. Szamotałam się, ale bez skutku. Była starsza i silniejsza ode mnie. Szybkimi ruchami zrobiła dwa nacięcia - jedno przy samym nadgarstku, a drugie kilkanaście cm dalej. Szczypało okropnie, ale bardziej przeraziła mnie krew. Krzyknęłam. W przypływie strachu i złości wyrwałam się jej i pobiegłam do drzwi. No tak, zamknięte! Szarpanie klamką nic nie pomogło. Eurus miała klucz przy sobie.
„Już nie chcesz się ze mną bawić? No wiesz co... Przede mną nie uciekniesz...”

-------------
Przyszedł czas na kolację. Do tej pory wszyscy zdążyli już wrócić do domu.
„A gdzie jest Hope?” - spytała mama.
„Skąd mam wiedzieć? Odkąd wróciłem w domu panowała cisza, więc uznałem, że obie siedzą cicho w pokojach...” - odparłem zmęczony i zirytowany. Byłem bardzo głodny, a to tylko przedłużało oczekiwanie. Jednak zaginięcie Hope było rzeczywiście dziwnym zjawiskiem.
Po kilku gorączkowych nawoływaniach przystąpiliśmy do poszukiwań. Wszystko odbywało się na terenie domu, gdyż dziewczynki podczas naszej nieobecności były bezpiecznie zamknięte w środku. Pytaliśmy też Eurus, co się stało, ale ona odwracała wzrok i nie chciała rozmawiać. W końcu wszedłem do kolejnego pokoju, którym był pokój Eurus. Rodzice już tu szukali, ale ja miałem przeczucie, że nie przepatrzyli wszystkiego. Mój wzrok przykuła dziwna mała plamka na dywanie. Ciemnoczerwona, więc łatwo ją było pomylić z wyszytym wzorem. Po dłuższych oględzinach spostrzegłam ciągnącą się cienką strużkę.
'Szafa!' - pomyślałem. Próbowałem ją otworzyć, ale bez skutku. W pewnym momencie usłyszałem cichy jęk. Miałem rację. Hope była w środku. Nie było czasu na wyjaśnienia. Jeśli to jest pokój Eurus, na dywanie jest krew, a Hope jęczy w zamkniętej szafie to nie wróży nic dobrego. Szybko pobiegłem po jakiś drut jednocześnie wołając rodziców. Gdy otwierałem szafę ręce mi się trzęsły. Bałem się, co tam zobaczę.
„Matko Boska!” - mama mało co nie zemdlała i stała osłupiona wpatrując się w nieruchome, zakrwawione ciało córki.
 „Dzwońcie po karetkę!” - powiedział podniesionym głosem tata i spojrzał na mnie błagalnie.
Hope udało się odratować, chociaż straciła bardzo dużo krwi. Widać było, jak okropnie znęcała się nad nią Eurus. Jej los był przesądzony.

------------------------ [wracamy do rzeczywistości, a raczej do zakończenia sezonu 4tego xd]
Bardzo się stresowałam. Peruka była czymś całkowicie nie w moim stylu. Tym bardziej męski garnitur, a co dopiero szczudła... Wysiadłam niepewnie w windy niosąc skrzypce. Stałam tyłem do szyby tak, żeby mnie nie rozpoznała. Zaczęłam grać. Najpierw melodię, której nauczył mnie Sherlock. Eurus polowi wstała i zawtórowała dopełniając muzykę. Skończyłyśmy. Jednak ja zamiast odejść zaczęłam grać następny utwór. Mój utwór. Jednocześnie odwróciłam się w jej stronę. Spojrzałam na nią lękliwie. Chociaż minęło tyle lat, to nadal czułam niepokój. Ostatnie wydarzenia wcale nie powodowały, żebym miała myśleć, że coś się zmieniło w naszej relacji. Podczas kiedy cela wypełniona była subtelnym dźwiękiem skrzypiec Eurus podeszła do szyby. Nie odrywała ode mnie wzroku. Jej oczy zrobiły się szkliste, a po policzkach spłynęły łzy. Z ruchu jej warg odczytałam słowa:
~Przepraszam siostrzyczko~
Wzruszył mnie to niesamowicie i mało co sama bym się tam popłakała. Czyżby wszystko miało się ku lepszemu?
Kiedy skończyłam zdjęłam czarną perukę i powili zaczęłam zbierać się do wyjścia. Zatrzymała mnie.
„Gitara”
„Słucham?”
„To jest Twój prawdziwy instrument. Przynieś ją następnym razem”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz