[wracamy do wspomnień Johna]
Pamiętam dokładnie dzień, w którym dowiedziałem
się, że ona żyje. Wbrew pozorom nie było szalonego powitania, uścisków, łez
szczęścia spływających wartko po policzkach... Było zupełnie inaczej. Ale
trudno się dziwić. Tyle rzeczy zmieniło się od naszego ostatniego spotkania.
Poznałem Mary, zmieniłem otoczenie, znalazłem dobrą pracę i... zaręczyłem się.
Niektórzy pewnie mieli mnie za zimnego drania bez serca, który zamiast poczekać
na powrót swojej dziewczyny już skombinował sobie zastępstwo... To jednak nie
była prawda.
Czekałem na nią... Długo... Cały czas byłem
przekonany, że za jakiś czas wróci... Nie mogłem patrzeć na inne, bo w myślach
nadal miałem ją przed oczami... Jednak wszystko zmienił list. List podarowany
mi przed wyjazdem przez Weronikę. Miałem go otworzyć pół roku po jej odjeździe.
Z niego dowiedziałem się, że misja, na którą wyruszyła jest o wiele trudniejsza, niż myślałem. Napisała, że najprawdopodobniej już nie żyje... Byłem bardzo zły na nią, że mi nie powiedziała i na siebie, że jej nie powstrzymałem... Ta ostatnia wiadomość mnie zdołowała. Próbowałem sobie to jakoś poukładać przez kilka następnych tygodni. Mary cały czas mnie wspierała, choć nie wiedziała, co mnie gnębi.
W końcu uznałem, że jeśli na prawdę Weronika nie żyje, to jakoś muszę sobie ułożyć życie bez niej... Przecież zawsze chciałem założyć rodzinę, a siedząc całe życie w żałobie nie jest najlepszym pomysłem na zrealizowanie tego marzenia. Tak więc z bólem serca odciąłem moją przeszłość pełną cierpienia
i przywitałem nową przyszłość.
Z niego dowiedziałem się, że misja, na którą wyruszyła jest o wiele trudniejsza, niż myślałem. Napisała, że najprawdopodobniej już nie żyje... Byłem bardzo zły na nią, że mi nie powiedziała i na siebie, że jej nie powstrzymałem... Ta ostatnia wiadomość mnie zdołowała. Próbowałem sobie to jakoś poukładać przez kilka następnych tygodni. Mary cały czas mnie wspierała, choć nie wiedziała, co mnie gnębi.
W końcu uznałem, że jeśli na prawdę Weronika nie żyje, to jakoś muszę sobie ułożyć życie bez niej... Przecież zawsze chciałem założyć rodzinę, a siedząc całe życie w żałobie nie jest najlepszym pomysłem na zrealizowanie tego marzenia. Tak więc z bólem serca odciąłem moją przeszłość pełną cierpienia
i przywitałem nową przyszłość.
Tego dnia postanowiliśmy razem z Mary odwiedzić
Sherlocka. Cieszyłem się, że w końcu się pogodziliśmy i choć nadal nie mogłem
zrozumieć, czemu przyjaciel wcześniej nie powiedział mi o tym, że żyje, to
jednak nie było już tak bardzo istotne. Ledwo powstrzymałem się od pociągnięcia
za klamkę bez uprzedniego pukania. Chociaż dawno tu nie byłem, to jednak nadal
był mój odruch bezwarunkowy. Po trzech kulturalnych puknięciach drzwi się
otworzyły i zobaczyłem w nich... Weronikę. Była blada jak ściana i jeszcze
bardziej chuda, niż wcześniej. Miała czerwone oczy, a w ręce trzymała kubek.
Byłem
w totalnym szoku i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. W tym momencie zainterweniowała Mary.
w totalnym szoku i nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. W tym momencie zainterweniowała Mary.
„Cześć, jestem Mary, a Ty?” - powiedziała
wyciągając rękę na powitanie.
„Miło Cię poznać Mary. Jestem Weronika” -
dziewczyna odwzajemniła uścisk i lekko się uśmiechnęła do mojej partnerki.
„Jest Sherlock?”
„Tak, zaraz do Was przyjdzie. Rozgośćcie się” -
chciałem coś powiedzieć, ale widząc jej smutek w oczach zrezygnowałem z
jakichkolwiek wyjaśnień. Pewnie i tak wie o wszystkim od Sherlocka.
Towarzyszyła nam mniej niż 2 minuty, bo po przyjściu brata poszła do pokoju
usprawiedliwiając się chorobą.
__________________
Oboje z Mary zdecydowaliśmy się zaprosić ją na
ślub. Wiem, że takie uroczystości są wzruszające, ale jej łzy nie były łzami
szczęścia.
Na weselu też nie bawiła się za dobrze. Przyszła
bez osoby towarzyszącej (nie wiem, czy przez Sherlocka, czy przeze mnie), więc
kilka razy przetańczyła z bratem, a resztę zabawy siedziała przy stole. Chyba
Sherlock nie mógł patrzeć na to, jak cierpi, dlatego wyszedł z zabawy tak
wcześnie i zabrał ją do domu.
__________________
Pewnego dnia przekonałem się o tym, jak niewiele
wiem o otaczających mnie ludziach.
„Jak mogłaś mi nie powiedzieć?! Jak?! Innym to
rozumiem, ale mi?! Jestem Twoim mężem do cholery! Okłamałaś nas wszystkich
wciskając nam kit o zaginionej rodzinie i...” - byłem całkowicie zdenerwowany.
Nie mogłem się opanować. Podniosłem na nią głos. Po raz pierwszy. Mary siedziała
skulona na krześle udając, że jej to nie rusza, choć w głębi serca na pewno
bardzo się bała.
„Nie wszystkich” - przerwała mi stanowczo.
„Co? Jak to?” - spytałem zmieszany i popatrzyłem
badawczo na Sherlocka. Wyglądał na skupionego. Wiedziałem, że on już zrozumiał
o kogo jej chodzi.
„Kto... kto zna Twoją przeszłość?” - powiedziałem
już nieco spokojniej, choć czułem się zdradzony. To tak, jakby Mary ufała komuś
bardziej, niż mi.
„Weronika”
________________ [wspomnienia Mary]
~Oni nadal mnie gonią!~ - pomyślałam wbiegając do
budynku akademika. Była niedziela.
W tym dniu takie miejsca są puste - rzadko się zdarza, żeby ktoś został na weekend. Miałam znikome szanse, że się tu schronię, jednak postanowiłam zaryzykować.
W tym dniu takie miejsca są puste - rzadko się zdarza, żeby ktoś został na weekend. Miałam znikome szanse, że się tu schronię, jednak postanowiłam zaryzykować.
~Tutaj przynajmniej nie jestem na otwartym polu,
jak jakaś kaczka~ - pomyślałam wchodząc do windy. Na szczęście miałam dobrą
kondycję i dystans dzielący mnie od zagrożenia był wystarczający, aby winda
zdążyła ruszyć. Im zostały schody. Wjechałam na najwyższe piętro. Nie miałam za
wiele czasu, bo „ogon” też miał dość dobrą kondycję. Zaczęłam pociągać za
klamki, jednak wszystkie drzwi, które sprawdzałam, były zamknięte. Już prawie
pogodziłam się ze śmiercią, a tu nagle ktoś otworzył drzwi. Zamarłam, bo
myślałam, że były to drzwi od klatki schodowej. Na szczęście okazało się, że
jakaś studentka wyszła na korytarz i ruchem ręki pokazała mi, żebym weszła do
środka. Bez zastanowienia pobiegłam do niej i zaczęłam się oglądać na wszystkie
strony szukając miejsca, gdzie można się schować. W tym czasie dziewczyna
zamknęła drzwi i zgasiła światło. Było już ciemno, więc pokój spowił mrok.
Zanim moje oczy przyzwyczaiły się do nagłej zmiany nieznajoma pociągnęła mnie
za rękaw i na klęczkach zaprowadziła mnie do wielkiej szafy w głębi pokoju. Jak
się okazało nie był to zwyczajny mebel. W środku znajdowało się ukryte
przejście do innego pomieszczenia.
„Zostań tu, a ja ich zmylę” - wyszeptała i
zostawiła mnie w tajemniczym pokoju. Przez szparę zobaczyłam, jak wyciąga z
szafy kilka ciuchów, na czworakach pokonuje przestrzeń pod parapetem, wchodzi
do łazienki i opuszcza ją ubrana w piżamę do spania. Potem jak na pokaz
przechodzi przed oknem jakby czegoś szukając. W końcu udaje, że idzie do łóżka
stojącego w rogu pokoju. Na szczęście osoby widzące ten spektakl nie mogły
zobaczyć tego, że ona do łóżka się nawet nie położyła, bo zasięg widoku już go
nie obejmował. Dziewczyna na czworakach wróciła do mnie i zamknęła cicho szafę.
Podczas wykonywania planu słyszałam, jak mój „ogon” wbiega na piętro i rozbija
się sprawdzając każde drzwi. Na szczęści nieznajoma była tak cicho, jak mysz
pod miotłą, więc nikt się nie zorientował, że mogę tu być.
„Wilk do stada, wilk do stada. Wycofajcie
się. Namierzyli nas. Zostawcie Osę w spokoju” - usłyszałyśmy komunikat
z walkie-talkie, a później szybką ucieczkę moich oprawców z budynku.
Odetchnęłam z ulgą.
~To naprawdę się dzieje?~ - nie mogłam uwierzyć w
swoje szczęście. Spojrzałam na moją „wybawicielkę z opresji”.
„Wychodzi na to, że dali za wygraną. Dobra nasza!”
- powiedziała uśmiechając się do mnie szeroko.
~Kim ona jest?~
„Oj sorki, gdzie moje maniery – Weronika” -
powiedziała wyciągając do mnie rękę.
„Nie powinnaś tego robić”
„Czego?” - spytała mnie zdziwiona.
„Nie powinnaś mi pomagać. Nie wiesz kim jestem”
„Wiem o Tobie wystarczająco dużo. Jeszcze do
wczoraj pracowałaś dla nielegalnej organizacji i trudniłaś się zabijaniem i
drobniejszymi przestępstwami. Byłaś jedną z ważniejszych osób, ale
zrezygnowałaś z takiego życia i chcesz się zmienić... Kilka godzin temu
uciekłaś z nadzieją, że się nie zorientują. Ale oni nie zapominają” - zamarłam.
Skąd obca osoba tyle o mnie wiedziała. Wzięłam oddech.
„Skąd... skąd to wszystko wiesz?”
„To nie jest w tej chwili istotne” - ucięła i
usiadła obok mnie. Bałam się, że będzie chciała mnie wydać jakimś służbom
specjalnym, bo nie wyglądała mi na zwyczajną studentkę, a raczej na tajnego
szpiega.
„Co chcesz z tym zrobić? Wydasz mnie? Jeśli tak, to
czemu mi pomogłaś?”
„Nie bój się. Ja chcę Ci tylko pomóc”
„Ale... czemu?” - nie mogłam tego zrozumieć.
Nieznajoma spojrzała w pustkę i nie odpowiadając ja moje pytanie powiedziała:
„Zamieszkasz tutaj. Przytulne miejsce, prawda?”
„Ty nic nie rozumiesz, oni mnie będą szukać! Muszę
uciekać jak najdalej stąd!”
„Eh... Zrozum. Nie wrócą tu po Ciebie. Jeśli
odjechali, to zostawili tutaj kogoś, kto ciągle obserwuje ten budynek. Jeśli
wyjdziesz, to pójdą za Tobą choćby na koniec świata. Wpadniesz im
w ręce. Jak zostaniesz tutaj, to przetrzymam Cię w tym mieszkaniu kilka tygodni. Jak uznam, że jesteś bezpieczna, to pozwolę Ci iść gdzie chcesz, zgoda?” - nadal nie rozumiałam motywów Weroniki, ale powoli zaczęłam przekonywać się do tego, że ma dobre intencje. Delikatnie pokiwałam głową.
w ręce. Jak zostaniesz tutaj, to przetrzymam Cię w tym mieszkaniu kilka tygodni. Jak uznam, że jesteś bezpieczna, to pozwolę Ci iść gdzie chcesz, zgoda?” - nadal nie rozumiałam motywów Weroniki, ale powoli zaczęłam przekonywać się do tego, że ma dobre intencje. Delikatnie pokiwałam głową.
„No, a od jutra szukamy Ci nowej tożsamości, bo
rozumiem, że chcesz całkowicie zerwać
z przeszłością?” - nie mogłam w to uwierzyć. Ta przed chwilą jeszcze obca osoba pomaga mi, jakbym była jej najlepszą przyjaciółką. Jeszcze nikt nigdy mi tak nie pomógł. Nie mogłam się powstrzymać. Mocno ją uścisnęłam i ze łzami w oczach powiedziałam:
z przeszłością?” - nie mogłam w to uwierzyć. Ta przed chwilą jeszcze obca osoba pomaga mi, jakbym była jej najlepszą przyjaciółką. Jeszcze nikt nigdy mi tak nie pomógł. Nie mogłam się powstrzymać. Mocno ją uścisnęłam i ze łzami w oczach powiedziałam:
„Dziękuję!”
Od tamtego czasu rzeczywiście stałyśmy się
przyjaciółkami. Była dla mnie najbliższą osobą. To ona pomogła mi zmienić
tożsamość i stać się Mery Morstan. Od tej pory moje życie stało się proste.
Miałam masę znajomych, zaczęłam studia, a potem znalazłam pracę. Zawsze
chciałam się jakoś odwdzięczyć Weronice za udzieloną pomoc, ale nigdy nie
chciała nic w zamian, a mój dług wobec niej rósł - to opłacała mi mieszkanie,
to w końcu kupiła jakieś w okolicy. Ona skończyła studia prawie równocześnie ze
mną i wyprowadziła się z akademika, żeby mieszkać w Londynie. Nadal
utrzymywałyśmy kontakt rzecz jasna. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie z ogromną
prośbą - żebym miała oko na pewnego człowieka pod jej nieobecność. Nie
wyjaśniła mi szczegółów, ale widocznie nie było takiej potrzeby. Tą osobą był
John Watson. Kiedy pożegnałam się z nią na lotnisku zobaczyłam go pierwszy raz.
Czułam, że w przyszłości możemy się zaprzyjaźnić. Nie wiedziałam, że aż tak
bardzo.
--------------------
„Znałam ją dłużej niż Ciebie, więc nie dziw się, że
o wszystkim wiedziała”
„Czyli to przez nią jesteśmy razem?”
„O ile
dobrze pamiętam to każdy ma wolną wolę i wie, co wybiera... Ona tylko pośrednio
przyczyniła się do tego, że się poznaliśmy. Chociaż pewnie liczyła się z tym,
że potem możemy być razem” - zamarłem. Teraz wiem, dlaczego Mary tak mi ją
przypominała. Przebywanie w czyimś towarzystwie kilka lat robi swoje.
W tym momencie do pokoju weszła Weronika. Zdziwiła
się na zastany widok, ale szybko zrozumiała o co chodzi. Widząc pendrive
A.G.R.A. wyszeptała:
„O nie... John, nie czytaj tego. Ona z tym zerwała,
teraz jest zupełnie innym człowiekiem! Przecież nie naprawi przeszłości! To nie
jej wina...” - w tej chwili wstałem i mocno ją uścisnąłem. Chociaż
wyrządziliśmy jej tyle cierpienia nadal nas kochała. Mary nadal była jej
najlepszą przyjaciółką, a ja... przyjacielem. Nadal stosowała się do reguły,
którą kiedyś mi powiedziała: 'Wolę, żebym ja cierpiała, niż żeby inni
cierpieli. Moje szczęście nie jest warte czyjegoś cierpienia'.
Gdy wypuściłem ją z uścisku oświadczyłem, że
wyprowadzam się z domu i z powrotem zamieszkam tutaj. Reakcja Weroniki była
natychmiastowa.
„Coo?!! Żartujesz sobie?! Tyle już ze sobą jesteście,
macie mieć dziecko a Ty uchylasz się od odpowiedzialności?! Pierwszy kryzys a Ty
się poddajesz? Nie wytrzymam!” - nakrzyczała na mnie
i zwróciła się do Mary.
i zwróciła się do Mary.
„Mary, chodź, pomożesz mi się spakować i jedziemy
do Ciebie”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz