czwartek, 8 listopada 2018

Cz.11


„Naprawdę tak powiedziała?” - spytałam z niepokojem.
„Tak. To jedyne wyjście. Muszę to zrobić”
Popatrzyłam na niego ze smutkiem w oczach. Oboje wiedzieliśmy, jak to może się skończyć. Już raz Sherlock musiał zrobić z siebie narkomana na potrzeby rozpracowania Magnussena. Jednak wtedy było to w 100% kontrolowane. Teraz miał przekroczyć granicę. Musiało być niebezpiecznie. Tak powiedziała Mary. Z bólem musiałam przyznać jej rację - John ma czasem naprawdę trudny charakter. Ale czy naprawdę powinniśmy tak ryzykować? Bałam się o brata. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy sięgnął po narkotyki.

---------------------------------------------------
Było słoneczne popołudnie. Za kilka godzin słońce miało chylić się ku zachodowi, ale póki co trzeba było korzystać z jego ciepła. Dziś była niedziela - nawet Mycroft przyjechał, żeby zjeść obiad
w towarzystwie rodziców, mnie i Sherlocka. Niestety jak zawsze musiała wywiązać się jakaś sprzeczka. Mycroft czasem naprawdę mógłby się powstrzymać... Przez niego Sherlock tak po prostu wyszedł,
z hukiem zatrzaskując za sobą drzwi. Nawet nie zdążyłam z nim porządnie porozmawiać o pewnej gnębiącej mnie sprawie.
„Widziałaś gdzieś tego buntownika?” - z rozmyślań wyrwał mnie Mycroft, podchodząc nadzwyczaj dyskretnie.
„Nie. Jeszcze nie wrócił. Długo już jest poza domem”
„Niech to szlag... On i jego ego...”
„Mówisz tak, jakby poniżanie było ok...”
„To nie poniżanie, tylko opinia!”
„Weź przestań...” - nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Współczułam Sherlockowi, że to właśnie na niego spada cała salwa niesłychanie wyrachowanych słów najstarszego brata. Czasem naprawdę miałam ochotę walnąć go pięścią w twarz...
„Ah... Idę go poszukać” - westchnął po chwili zastanowienia i skierował się do wyjścia.

--------------
Było już późno. Bardzo późno. Rodzice poszli spać, ale ja nadal nie mogłam zasnąć. Martwiłam się o Sherlocka, a nawet trochę o Mycrofta. Gdzie zaszył się nasz geniusz, że najstarszy brat nie może go znaleźć?
Nagle usłyszałam względnie ciche otwieranie drzwi frontowych.
~To oni!~ - pomyślałam, zrywając się z łóżka i spiesząc na dół.
Nie takiego widoku się jednak spodziewałam. Mycroft podtrzymywał Sherlocka z całych sił - jedną ręką w pasie, a drugą za przewieszoną rękę młodszego brata. Nasz uciekinier wyglądał jak zombie. Był posiniaczony i poraniony, a jego skóra przybrała dość dziwny odcień. Gałki oczne odpływały ku górze, jakby usypiał na stojąco. Obaj wyglądali na wyczerpanych, ale Sherlock był w naprawdę fatalnym stanie. Chciało mi się płakać.
„Co się stało?” - szepnęłam ze łzami w oczach.
„Cóż... Twój brat... Znalazłem go między ćpunami. W jakiejś brudnej spelunie. Jak widać tamtejsi nie lubią gości...”
„Sherlock...” - szepnęłam. Podeszłam do brata i przytuliłam go. Chyba zbyt mocno
i gwałtownie, bo Mycroft o mało co nie stracił równowagi.
„Co oni Ci zrobili! Ale Ty nie brałeś, prawda?” - przytrzymałam obiema dłońmi jego twarz
i spojrzałam mu w oczy. Na chwilę odzyskał świadomość i przytomnie odwzajemnił spojrzenie. Nie powiedział nic, ale widziałam, że żałował.
„Martwiłam się o Ciebie, wiesz? Obiecaj mi, że nigdy, już nigdy mi tego nie zrobisz!”

----------------------------------------------------------
„Jak mus to mus...” - powiedziałam zrezygnowana – „Ale obiecaj mi - jeśli okaże się, że coś poszło nie tak, to pozwolisz mi zainterweniować?”
Uśmiechnął się lekko i odwrócił wzrok od okna tak, że patrzył mi prosto w oczy. Zachodzące słońce pięknie tańczyło na jego tęczówkach.
„Jasne. Zresztą - dlaczego pytasz? Przecież i tak oboje wiemy, że zrobiłabyś po swojemu nawet, gdybym Ci zabronił”
„Hah, w sumie prawda...”
„Dobrze wiedzieć, że zawsze mam kogoś, kto może uratować mój tyłek - nawet, jeśli wszyscy się ode mnie odwrócą” - po chwili milczenia dodał – „Chwila - skąd wiedziałaś, że dostałem od niej płytę? Czyżbyś...”
„Tak. Mary mi również zostawiła nagranie”

-------------
„(...)Tylko Tobie mogę powierzyć to zadanie Hope. Tylko Tobie ufam na tyle, żeby powierzyć Ci ich los. Przypilnuj brata - wiem, że podoła i pomoże Johnowi. A Ty... proszę Cię - zaopiekuj się Rosie. Bądź dla niej jak matka... Znasz mnie na wylot i wiesz, czego chciałabym dla mojej córki. I wspieraj Johna. Sama wiesz, jak potrafią na niego wpłynąć takie sytuacje. Po prostu przy nich bądź(...)”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz